Z 0:2 na 3:2, a jednak bez awansu. Bałtyk zatrzymany w Ustroniu

Bałtyk Koszalin po emocjonującym spotkaniu z Astrą Ustronie Morskie zakończył swoją przygodę w Toyota Kozłowski Puchar Polski po serii rzutów karnych. Mimo że zespół Mateusza Kaźmierczaka odrobił straty z 0:2 na 3:2 i dominował w drugiej połowie, w końcówce rywale doprowadzili do wyrównania stałym fragmentem gry. Ostatecznie to gospodarze okazali się skuteczniejsi w konkursie jedenastek. Trener Bałtyku nie ukrywał rozczarowania, ale podkreślał wiarę w drużynę i zapowiedział pracę nad poprawą gry.

Mecz pucharowy miał swój klimat. Zagraliśmy w nietypowym składzie i ustawieniu. Na początku pierwszej połowy straciliśmy dwie bramki – popełniliśmy proste błędy w ustawieniu i kryciu, brakowało też zdecydowania w działaniach obronnych. Gospodarze grali bardzo agresywnie i jeszcze w pierwszej połowie musiałem dokonać dwóch zmian. To wymusiło ponowne przestawienie ustawienia zespołu.

Wróciliśmy do naszego wyjściowego systemu, a dokonane zmiany miały pozytywny wpływ na dalszy przebieg meczu. W drugiej połowie dominowaliśmy, strzeliliśmy trzy bramki i z 0:2 wyszliśmy na 3:2. Wydawało się, że takim wynikiem zakończy się spotkanie. Niestety po rzucie wolnym kolejny raz w bardzo prosty sposób dopuściliśmy do zdobycia bramki przez Astrę. W serii rzutów karnych rywale byli skuteczniejsi i to oni awansowali dalej.

Wiemy, że ostatnie wyniki są niezadowalające, że gramy słabo i że ten zespół stać na zdecydowanie lepszą grę oraz rezultaty. Cały czas jednak wierzę w tę drużynę – jesteśmy nadal w grze. Przeanalizujemy nasze błędy, wyciągniemy wnioski i zrobimy wszystko, co do nas należy.