W meczu z Mirandem Szczecin na konferencji prasowej kapitan drużyny Paweł Rak zastąpił na ławce trenerskiej Mateusza Kaźmierczaka. Szkoleniowiec, ukarany po spotkaniu z Białymi Sądów czerwoną kartką i pięcioma meczami dyskwalifikacji, nie mógł prowadzić zespołu z ławki.
– W tamtym tygodniu mecz wyglądał praktycznie tak samo jak dzisiaj. W pierwszej połowie mieliśmy zdecydowaną przewagę – wszystkie sytuacje ofensywne na boisku to praktycznie nasza zasługa. Strzeliliśmy trzy bramki, ale powinniśmy zdobyć co najmniej pięć i zamknąć mecz jeszcze przed przerwą.
Udało się zdobyć trzy gole – to solidny dorobek, ale niestety w drugiej połowie dopadły nas problemy. Straciliśmy bramkę po głupim rzucie karnym, w sytuacji, w której nasz bramkarz mógł zachować się lepiej. To był moment, który dodał rywalom tlenu. Później straciliśmy drugiego gola po rzucie rożnym, a końcówka meczu zrobiła się nerwowa – pojawiły się niepotrzebne emocje i kartki.
Mieliśmy jeszcze trzy dogodne sytuacje, żeby definitywnie zamknąć ten mecz, ale zabrakło skuteczności – jak to często bywa. Mimo wszystko cieszy wynik, cieszą trzy punkty i fakt, że pokonaliśmy lidera. Jesteśmy coraz bliżej naszego celu.

